I właśnie we wtorek zeszłego tygodnia dostałem jeden z tych ładunków, które zaliczam do bardzo nieciekawych. Ciężar nie aż tak bardzo mi przyszkadzał (równo 24 tony) co forma. Rolki papieru wysokie aż pod sam sufit. Było ich tylko osiem i każda ważyła po 3 tony. Już nie pierwszy raz wiozę papier i targałem wszystkie jego rozmiary, ale zawsze robiłem to w izotermie. Rolki papieru były umiejętnie rozłożone i opierały się jedna o drugą i o ścianę. A tu? Na plandece? Wózkowy postawił mi je na środku plandeki i jazda. Z przerażeniem patrzyłem jak stawia pierwszą 2 metry od ściany z przodu. No ale niestety tak musiał, żeby ciężar był dobrze rozłożony na wszystkie ośki pojazdu. Ładowałem w Niemczech i oczywiście dostałem instrukcje ile pasów na każdą rolkę mam dać żeby zabezpieczyć towar. Wózkowy, Rosjanin, poinformował mnie że na pierwszą rolkę mam dać dwa a później, na pozostałe, już tylko jeden. Bardzo mi to nie pasowało bo w głowie cały czas miałem polskie warunki jazdy i chaos jaki na nich panuje. Ile razy osobówki wyprzedzają jak zające sznur samochodów i bezczelnie hamują mi pod maską. Ich nie interesuje co ja wiozę. Wkurza ich tylko fakt że trzymam bezpieczny dystans między autem przede mną i niestety daje im to okazję żeby skakać jak głupie zyskując co najwięcej parę minut. Ściąłem się z taką osobówką na radio CB. Spytałem go co mu to dało że mnie wyprzedził jak przed nim jest sznur innych samochodów i zmusił mnie do hamowania. Na co on cwaniak : a bo ja nie lubię jeździć za dużymi. Ironicznie zwróciłem mu uwagę że teraz też jedzie za ciężarówką a przed nią jest jeszcze ich ze dwadzieścia i każdy sobie jedzie spokojnie wężykiem. Powiedziałem mu jeszcze że kiedyś się przejedzie na tym bo mu taka ciężarówka skasuje auto i poczuje jak szybko hamuje skład który waży 40 ton na własnej skórze. Na co on: wtedy to będę miał to w dupie, bo to Ty mi wjedziesz w tył i to będzie Twoja wina. Zrozumiałem że rozmowa z nim nie ma dalszego sensu. Przygłupów na naszych drogach nie brakuje, zarówno jak i za kierownicą aut osobowych i ciężarowych. Mniejsza z tym. Będąc fachowcami musimy się z tym liczyć i często a nawet zawsze musimy myśleć nie tylko o swojej jeździe ale także o jeździe innych.
Ale wracając do moich rolek papieru. Pierwszą spiąłem trzema pasami, kolejne dwie, dwoma. Środkowe tylko jedym i ostatnie dwie, dwoma. Oczywiście pod rolkami umieściłem maty anty-poślizgowe i na górze użyłem kątowników. I tak dalej kręciłem głową. Wiedziałem że z tym badziewiem nie ma żartów. Te pasy może solidnie wyglądają, ale przy bardzo gwałtownym hamowaniu w razie gdyby pękły, to pierwsza rolka papieru zmiażdża kabinę a reszta rozwali się na boki.
Więc jechałem z tym jak z jajkiem. Ze względu na wysokość rolek, środek ciężkości był o wiele wyżej więc na zakrętach też o tym trzeba pamiętać. Aż do przesady.
Oczywiście termin ładunku również był napięty. Spedycja, która sprzedała Mirze ten ładunek wymyśliła sobie że jak podjadę o 15 we wtorek na załadunek to będę pod Warszawą w czwartek przed południem, czyli 1300km dalej. Nie wzięli pod uwagę faktu że byłem siódmy w kolejce i że po sześciu godzinnym załadunku skończył mi się czas pracy i poszedłem grzecznie spać. I tak zdążyłem, bo ja nie lubię się spóźniać. Wiedziałem że jak mi wyjdzie to dostanę fajny ładunek dalej. Wymagało to jednak poświęcenia z mojej strony typu pobudki o 2am i gnania po polskich drogach krajowych w nocy. W sumie to najlepszy czas bo nie ma korków i jadą sami poważni kierowcy. :D Pod zakład podjechałem o 10 rano.
Teraz natomiast jestem na wakacjach bo jadę do Portugali. Mam przed sobą 4 dni spokojnej jazdy i odpocznę sobie po tych wszystkich przebojowych przerzutach. A jak wrócę biorę zasłużony wolny czas. Minimum półtora tygodnia!




