Za godzinkę wychodzę z domu. Mam być na bazie o godzinie 2pm. Ładunek będzie gotowy na 5-6 wieczorem, ale w między czasie muszę się władować do trucka, i dokończyć tak zwaną integrację z firmą. Muszę dowiedzieć się jak wszystko u nich się odbywa: sposób w jaki komunikuję się z nimi, wypełnianie karty drogowej i takie inne małe szczegóły jak karty paliwowe, numery faksów, naklejki do przekraczania granicy itd itp. Trochę wszystko w biegu, ale w transporcie raczej chyba inaczej już nie będzie.
Mam różne odczucia, i w pewnym sensie czuję się jakbym zaczynał moją karierę kierowcy na tym kontynencie od nowa. Już ponad rok nie prowadziłem tutejszego składu, więc pierwsze parę godzin za kierownicą napewno będą trochę niezręczne ;). Nie no, dam radę! Z drugiej strony cieszę się, bo wiem że droga i pustkowia Kanady czekają na mnie. Odświeżę sobie pamięć i na widok znanych mi krajobrazów będę z pewnością miał skromny uśmiech na twarzy oraz poczucie ogromnej satysfakcji.
Pierwszy kurs wygląda tak: wyjazd dziś po południu i dwie zrzutki w Albercie. Pierwsza w Calgary w poniedziałek rano, druga w Edmonton we wtorek. Kawałek drogi jest więc nie będzie zbytnio czasu się obijać (do Calgary mam 3600km). Kamera, laptop i telefon spakowany. A i co najlepsze! Jedziemy razem na dwa trucki, ja i Allan. Z tą różnicą że mój kumpel jedzie dalej do British Columbii. Na początek nie mogło być lepiej ;)
Następny post z trasy! I tak na marginesie : mission accomplished bo ruszam w trasę w ósmy dzień po moim przybyciu do Montrealu. Jak to fajnie gdy cele, które sobie stawiam są realizowane.
piątek, 23 września 2011
poniedziałek, 19 września 2011
A więc kolejna firma.
Oficjalnie jeszcze nie, bo trzeba dokończyć trochę roboty papierkowej, ale już jutro idę na badania moczu więc można powiedzieć że nieoficjalnie pracę już mam. Zbadają mi mocz ze względu na to że będę jeździł do USA. W tym dziwnym kraju, gdzie prawica i psychoza bezpieczeństwa od paru lat jest podstawą, żeby poruszać się samochodem ciężarowym pracodawca musi sprawdzić pewną liczbę substancji nielegalnych. Do tego co miesiąc wyrywkowo muszą sprawdzać określoną ilość kierowców. Tak więc co jakiś czas będę przechodził tak zwany drug test. W pewnym okresie w mojej karierze trafiało na mnie co miesiąc ;D.
Pierwsze wrażenia są ważne, choć nie zawsze dają dobry obraz całości. Atmosfera w firmie, wstępnie jest dość pozytywna. Czułem bardzo dużo silnej energii. Całe centrum nerwowe znajduje się w jednym pomieszczeniu i nie ma czegoś takiego że kierowca jest traktowany jak człowiek innej kategorii. Nie ma okienka lub lady. Rozmawia się czy to z dyspozytorem czy to z laską od wypłat przy biurku na wygodnym fotelu. Duży plus. Facet, który mnie przyjmował jest pochodzenia Irlandzkiego. Gościu pełen humoru. Ze względu na to że przyszedłem tutaj na słowo Allana przyjęli mnie od ręki na singla. Bo niestety to firma głównie bazująca na podwójnej obsadzie. Potrzebują góra trzech, czterech singli do specyficznej roboty. Jeśli kierowca im się nie sprawdza to proponują mu podwójną obsadę a jak nie to drzwi. Allan utrzymał się już rok na pojedyńczej i są z niego bardzo zadowoleni więc wydaje mi się że też dam radę. W końcu jestem jego uczniem nie?
Typ pracy jaki będę wykonywał jest mi dobrze znany. Chłodnia, większość czasu dalekie kursy i raz na jakiś czas dla odmiany bliższy wypad typu Ohio lub Illinois (co w ogóle nie jest złe). Moim głównym miastem docelowym będzie Vancouver lub bardziej ogólnie prowincja British Columbia w Kanadzie. Później albo załadunek w Stanach gdzieś blisko granicy albo ładunek bardziej na południe, nazwijmy to fachowo przerzutem z Kanady do USA :D, w stronę Oregonu lub Kaliforni. Narazie nie będzie kursów bezpośrednio z Montrealu do Kalifornii choć takie mają i są one oczywiście zarezerwowane dla teamów. Najpierw wczuję się w firmę i dam im się poznać, a później będę gadał z nimi w inny sposób żeby i oni ze mnie skorzystali i żebym ja pojechał tam gdzie chcę. Z tego co rozmawiałem z moim guru, to w ostatnim roku głównie jeździł do Vancouver ale zahczył juz o Kalifornię trzy razy, był w Arizonie, na Florydzie i Teksasie. Czyli tak jak w Leger. Wyśmienicie!
Nie jest źle. To Volvo na zdjęciu to nie mój przyszły dom. Nie wiem jaki ciągnik dostanę, napewno nie nowy. Większość ich aut to Volva więc mam lekką nadzieję że w takim wyląduję ;) Dodam jeszcze że finansowo będę jeździł na lepszych warunkach niż w Leger więc jestem bardzo zadowolony.
Przewiduję że do piątku najpóźniej będę już na szlaku ;)
Pierwsze wrażenia są ważne, choć nie zawsze dają dobry obraz całości. Atmosfera w firmie, wstępnie jest dość pozytywna. Czułem bardzo dużo silnej energii. Całe centrum nerwowe znajduje się w jednym pomieszczeniu i nie ma czegoś takiego że kierowca jest traktowany jak człowiek innej kategorii. Nie ma okienka lub lady. Rozmawia się czy to z dyspozytorem czy to z laską od wypłat przy biurku na wygodnym fotelu. Duży plus. Facet, który mnie przyjmował jest pochodzenia Irlandzkiego. Gościu pełen humoru. Ze względu na to że przyszedłem tutaj na słowo Allana przyjęli mnie od ręki na singla. Bo niestety to firma głównie bazująca na podwójnej obsadzie. Potrzebują góra trzech, czterech singli do specyficznej roboty. Jeśli kierowca im się nie sprawdza to proponują mu podwójną obsadę a jak nie to drzwi. Allan utrzymał się już rok na pojedyńczej i są z niego bardzo zadowoleni więc wydaje mi się że też dam radę. W końcu jestem jego uczniem nie?
Typ pracy jaki będę wykonywał jest mi dobrze znany. Chłodnia, większość czasu dalekie kursy i raz na jakiś czas dla odmiany bliższy wypad typu Ohio lub Illinois (co w ogóle nie jest złe). Moim głównym miastem docelowym będzie Vancouver lub bardziej ogólnie prowincja British Columbia w Kanadzie. Później albo załadunek w Stanach gdzieś blisko granicy albo ładunek bardziej na południe, nazwijmy to fachowo przerzutem z Kanady do USA :D, w stronę Oregonu lub Kaliforni. Narazie nie będzie kursów bezpośrednio z Montrealu do Kalifornii choć takie mają i są one oczywiście zarezerwowane dla teamów. Najpierw wczuję się w firmę i dam im się poznać, a później będę gadał z nimi w inny sposób żeby i oni ze mnie skorzystali i żebym ja pojechał tam gdzie chcę. Z tego co rozmawiałem z moim guru, to w ostatnim roku głównie jeździł do Vancouver ale zahczył juz o Kalifornię trzy razy, był w Arizonie, na Florydzie i Teksasie. Czyli tak jak w Leger. Wyśmienicie!
Nie jest źle. To Volvo na zdjęciu to nie mój przyszły dom. Nie wiem jaki ciągnik dostanę, napewno nie nowy. Większość ich aut to Volva więc mam lekką nadzieję że w takim wyląduję ;) Dodam jeszcze że finansowo będę jeździł na lepszych warunkach niż w Leger więc jestem bardzo zadowolony.
Przewiduję że do piątku najpóźniej będę już na szlaku ;)
sobota, 17 września 2011
Montreal, pierwszy raz po dłuższym czasie.


Lot z Warszawy do Montrealu odbył się bez większych przygód. Samoloty były na czas, trochę czekania w Amsterdamie i spokojny lot do Montrealu. Miałem dziwny nastrój, więc nawet nie chciało mi się wychodzić z lotniska na miasto, mimo że miałem siedem godzin do zabicia. Już kiedyś łaziłem po Amsterdamie i nie miałem aż tak wielkiej ochoty na widok nagich pań za szybami zachęcających do szybkiej i wątpliwej przyjemności. Wysączyłem zatem 3 Warki zakupione jeszcze na lotnisku w Polsce, trochę snu i załadowałem się w samolot, który mnie zaniósł na swoich skrzydłach za dużą wodę. Lot nad Atlantykiem często dostarcza o tej porze roku fajnych widoków chmur. Leciałem nad bardzo ciekawym systemem meteorologicznym.Na sam koniec gdy piloci podchodzili do lądowania przejaśniło się i zobaczyłem znajomy mi już widok wyspy na której znajduje się Montreal. Na zdjęciu widać stadion olimpijski a ja nawet widzę pas startowy, daleko daleko gdzie mój duży ptak wylądowal.
Kanada przywitała mnie standardowo. Celnik najpierw spytał się skąd przybywam a następnie co tam robiłem. Bez wahania odpowiedziałem że odpoczywałem. Jeszcze w samolocie musiałem wypełnić małą deklarację celną, na której deklaruję co przywożę ze sobą. Oczywiście najbardziej chodzi im o alko, papierosy oraz żywność. Celnik jeszcze raz mi się spytał czy napewno nic ze sobą nie przywożę i puścił mnie dalej. Niecierpię celników na tym kontynencie. Czy to Amerykanie czy Kanadyjczycy traktują ludzi jak bydło i myślą że są niewiadomo kim. Co mnie jeszcze zirytowało, to że w Amsterdamie, przed wejściem do samolotu przchodziłem kolejną z rzędu odprawę i nie miałem wyjścia: musiałem przejść przez kabinę, w której prześwietlają nas tak że osobą kontrolująca może zobaczyć nas całkowicie bez ubrania. Już tam poczułem obsesję bezpieczeństwa, która panuje na kontynencie północno amerykańskim. Coraz bardziej lotniska przypominają mi trzeci świat, gdzie ochrona decyduje o wszytkim i obywatel ma coraz mniej praw. Z małych ciekawostek to dodam że po raz pierwszy usłyszałem w megafonach na lotnisku moje imię i nazwisko: "Mr Rafal Zazuniuk please proceed to the airport infromation counter" Co lepsze! Wymowa mojego nietypowego nazwiska była idealna!. Myślę se: o co kaman? W takich momentach przez głowę człowieka przechodzą różne myśli: czy włożono mi coś w bagaż? Czy będzie na mnie czekała ochrona i zamkną mnie za niewiadomo co? Okazało się że ktoś znalazł moją kartę pokładową, którą będąc strasznie roztrzepany gdzieś zgubiłem.
Pierwszy dzień w Montrealu, gdy juz się wyspałem, spędziłem dość konstruktywnie. Rozładowałem moje dwie walizki, poukładałem wszystko na swoim miejscu i ruszyłem na miasto załatwić dwie najważniejsze rzeczy. Złożyłem wniosek o zaświadczenie o niekaralności i wyrobiłem sobie nowe prawo jazdy, które wygasa mi za miesiąc. Obydwa dokumenty otrzymam drogą pocztową w przyszłym tygodniu. Będąc w wydziale komunikacji, skorzystałem z okazji i zrobiłem sobie wyciąg moich puntktów karnych na prawku oraz historię mojej kariery za kółkiem. Widać go na zdjęciu obok. Nie pomyślałem żeby poprosic ich o wydruk w języku angielskim, wybaczcie. Są tu inforamcje dotyczące kategori prawa jazdy jakie posiadam oraz długość stażu na każdej z nich. Generalnie odnośnik C+E w Quebecku to Classe 1. A zdając prawo jazdy na klasę pierwszą automatycznie dają mi wszystkie inne kategorie oprócz motocyklu. I tak, prawko na trucki posiadam juz od 104 miesięcy i 18 dni a prawko na samochody osobowe (klasa 5) posiadam już od 180 miesięcu i 18 dni. Niżej jest ilość maksymalnych punktów karnych (15) uzbieranych w ostatnich dwóch latach i jeszcze niżej zdanie : AUCUN POINT D'INAPTITUDE A CE DOSSIER, czyli brak punktów karnych. W końcu fachowiec ze mnie nie ? :D. Kolejne rubryki dotyczą poważniejszych wykroczeń takich jak wysokie przekroczenie prędkości (Infractions grand exces de vitesse) oraz wykroczenia i kary w trakcie przetwarzania lub wykroczenia karalne typu jazda pod wpływem alkoholu. Pod każdą rybryką jest słowo AUCUNE INFRACTION czyli wykroczeń brak.Wykonałem również parę telefonów do trzech firm transportowych. Człowiek od przyjęć w Prince Transport powiedział mi że niestety singli juz nie przyjmują, choć obiecał że zobaczy co da się zrobić i w ciągu dwóch dni ma do mnie oddzwonić. Po interwencji mojego kumpla Alana, który śmiga już tam od roku i jest cennym pracownikiem, mam iść na rozmowę w poniedziałek. Trochę się wkurzyłem bo jestem przeciwnikiem interesów "po znajomości" ale żeby jeździć na Kalifornię w naszych czasach samemu a nie w podwójnej obsadzie, niestety nie jest łatwo. Szef zadał pytanie Alanaowi: czy ten koleś, czyli ja, będzie w stanie zrobić 2 tripy na zachód Kanady czy Stanów w miesiącu. W Leger robiłem 2 wyjazdy i 3/4 w miesiącu ;). W trzech innych firmach napotkałem się na automatyczną sekretarkę więc zostawiłem wiadomość. Trzeba przyznać że w piątek dużo ludzi w pracy bierze sobie tutaj wolne.
Ten pierwszy dzień szukania pracy był bardziej dniem gdzie wykonywałem rekonesans. W weekend skleję jakieś CV po francusku i po angielsku a w poniedziałek zacznę uderzać do jeszcze innych firm transportowych.
No i mam nadzieję że w ten weekend juz przestawię się całkowicie na tutejszy czas, bo póki co to budzę się o 3 w nocy i nie mogę spać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)