czwartek, 10 listopada 2011

Setny wpis w tym roku.

Często zadaję sobie pytanie: o czym ponownie napisać żeby się nie powtórzyć i żeby nie zanudzić Was, czytelników. Jak do tej pory zawsze znajduje się coś, co przyciąga Waszą uwagę. Staram się pokazać z innej perspektywy szary przewóz towaru, przejazd składu, z punktu A do punktu B. Dziwię się cały czas że zaglądacie tutaj i pragnę Wam szczerze podziękować. Tak samo nigdy nie sądziłem że nakręcę aż 23 części filmów z cyklu "Polski Kierowca Ciężarówki za Granicą", które publikuję na YT. A więc dziękuję jeszcze raz i oto moja najnowsza produkcja:

Wyoming.






piątek, 4 listopada 2011

Waszyngton od A do Z.

No może nie zupełnie, choć większość dróg w tym stanie, które można przejechać truckiem już prawie zaliczyłem. To jest właśnie przywilej pracowania dla wielu firm transportowych. Wiadomo, że każda z nich obsługuje nie tylko różne obszary ale wysyła też składy tam gdzie ich klient tego najbardziej potrzebuje. Największym źródłem dochodu dla Prince'a to zaopatrzenie magazynów logistycznych, sieci spożywczej Metro  w Quebecku oraz czasami w Ontario, w świeże warzywa i owoce. Metro to coś takiego jak Polo lub Biedronka w Polsce. W Waszyngotnie, pewnie już się domyślacie, Metro zaopatruje się w jabłka. Trochę dziwna sprawa, bo prowincja Quebec sama jest dużym producentem jabłek i nawet je eksportuje, ale nie mam zamiaru wnikać w absurdy rynku i kapitalizmu, które ostatnio coraz bardziej wychodzą na wierzch. Duże sieci lubią mieć stałe, pewne zaopatrzenie w produkt o dobrzej znanej im jakości i co najważniejsze przystosowany do transportu, logistyki i dystrybucji. W skrócie produkt, który ładnie wygląda i długo się nie psuje (mógłbym się również wypowiedzieć na temat smaku owych produktów ale zostawię to bez komentarza... ... ... ...).

Wracając do głównego tematu posta. Do tej pory praca w Prince pozwoliła mi doszlifować mapę gdzie zaznaczam wszystkie drogi, które przemierzyłem. Nie pierwszy raz bywam w Waszyngotnie. Zazwyczaj przejeżdżałem go bez ładunku autostradą I5, z północy na południe, w drodze do Kalifornii. Tym razem poznaję więcej zakamarków tego stanu, który gdy zjedzie się z głównej drogi, udostępnia swoje piękne krajobrazy. Dzisiaj po przejechaniu autostradą przez centrum największej metropolii, Seattle (patrz zdjęcie nr 1), zrzuciłem towar w mieścinie Chehalis. Spedycja poinformowała mnie żebym udał się do Yakimy, Wa i jutro na pewno dostanę informacje o powrocie. Z jednej strony trochę się zmartwiłem, bo byłem gotowy ładować już dzisiaj, ale patrząc na mapę zorientowałem się że dziś zaliczę kolejną drogę, którą jeszcze nigdy nie jechałem. Od razu uśmiech na twarzy. W sumie dzień lajtowy i na koniec przejazd nieznaną mi jeszcze drogą. Waszyngton na zachodzie jest dość nudny. Nizina, czasami niższa czasami wyższa. Lasy lub pola. Ale gdy tylko zaczniemy jechać na wschód w stronę gór, tych samych co w Kanadzie, zaczyna się robić o wiele ciekawiej. Wysokich szczytów tutaj mniej ale nie oznacza to że jest nudno. Wysokie, dwudziestometrowe lub wyższe drzewa iglaste, jedno przy drugim robią efekt. Gdy wyszedłem na chwilę z kabiny dzięki wahadełku, które akurat miało miejsce, zapach powietrza był rewelacyjny. Moje płuca nie mogły się nacieszyć.

Pod koniec, po przełęczy White Pass, droga zmieniła się najpierw w wąwóz a później w kanion wzdłóż rzeki Tieton. Zatrzymałem się ponownie przy jeziorze, z którego ta rzeka się wylewa. I kontemplowałem przy szumie fal głaskanych przez zimny wiatr...


W każdej firmie zwiedzam inne tereny. Nie mam nic przciwko. W VTL-u poznałem Ohio, w Leger całą Kanadę, Kalifornię, Texas, Arizonę i ułamki Oregonu. Prince uświadomił mi piękno Waszyngtonu. Hmmmmmm, chyba czas zagadać ze spedycją bo powoli czuję że muszę się znaleść w Kalifornii. Niestety priorytetowo jeżdżą tam podwójne obsady ale jestem cierpliwy. Wiem i czuję że wkrótce tam się znajdę. To ostatnie zdjęcie to końcówka drogi US 12 jakieś 30 mil przed Yakimą. Pięknie nie?

wtorek, 1 listopada 2011

Namiastka zimy.

Małe przypomnienie od tej srogiej damy że już niedługo nadciąga. Jadąc drugi raz w tym miesiącu przez góry skaliste nie spodziewałem się nic szczególnego. Jednak wtapiając się powoli w pierwsze pasmo, zauważyłem że jest jakoś tak fajniej. Uwielbiam białą szatę i nie tylko na wysokich wierzchołkach. Na poboczu ledwie ślad białego pyłu jak po pierwszym śniegu wyglądał bardzo miło. Myślę sobie: następnym razem jak tu wrócę,  pewnie za jakieś dwa tygodnie, powinno już być więcej. Wspinając się coraz wyżej, przypomniałem sobie że w górach wszystko bardzo szybko może się zmienić.
Jakaś większa chmurka pogroziła mi troszeczkę sypiąc parę minut konkretnym śniegiem. Bez obaw, do zakładania łańcuchów na koła jeszcze bardzo ale to bardzo daleko. Na razie wystarczyła sól i akcja drogowców, których tutaj zima raczej nigdy nie zaskakuje. Nauczyli się że warto obserwować prognozę pogody parę dni do przodu i gdy właśnie takie dziwne chmury, lub systemy meteoroligczne zagrażają drogom, które mają utrzymywać, nasi koledzy są więcej niż w stanie gotowości. Podziwiałem więc krajobrazy w innej szacie i wydawało mi się że jadę zupełnie inną drogą. Było przez parenaście kilometrów jak w bajce.
Czyściuteńki, mokry i ciężki śnieg na drzewach iglastych. Zjeżdżając z przełęczy w dół paręset metrów różnicy w wysokości i było z powrotem zielono. Ku przestrodze, zauważyłem już dwa nieszczęśliwe pojazdy w rowie. Pierwszy z nich to osobówka, a drugi SUV z przyczepą kampingową. Tę ostatnią nieźle poobijało. Cóż, bywa i tak. Za szybka jazda do warunków klimatycznych, słabe ogumienie samochodu lub mało doświadczony albo zaskoczony śniegiem kierowca.


To ostatnie zdjęcie mojego trucka zostało zrobione dokładnie w tym samym miejscu co trzynaście dni wcześniej. Może poznajecie, a jeśli nie to zapraszam do cofnięcia się w czasie o dwa posty :D.

I tak. Nie wiem czy nowa rubryka na blogu, tuż pod licznikiem wejść, jest w miarę czytelna i czy orientujecie się co i jak robię. Jeśli macie pomysły żeby coś ulepszyć to jestem otwarty na sugestie choć uprzedzam że nie na wszystkie! Powiem tylko że ten wyjazd jakoś idzie mi non stop pod górkę. Niby jazda jest łatwa i warunki nie najgorsze ale dwa razy nie dojechałem tam gdzie chciałem dojechać. Dwa razy powiedziałem sobie że basta na dziś i że mam wszystko w nosie. Zresztą co z tego jak wynik i tak będzie taki sam. Na dostawę i tak się nie spóźnię więc nie wiem czemu robię sobie wyrzuty. Sądzę że lekko przesadzam ale taki jestem ;)