środa, 27 kwietnia 2011

Połowa za mną.

Pierwszego maja miną równo 3 miesiące jak pracuję w Miratrans i śmigam po Europie. Czas jak zwykle mija szybko. Umowę mam podpisaną do 21 sierpnia ale biorąc pod uwagę fakt że będzie mi się należało trochę urlopu, pracę skończę ciut wcześniej. No chyba że coś znowu wpłynie na moje życie i diametralnie zmieni jego tryb. O to nie tak trudno. Już się o tym przekonałem. Nie mając żadnych obowiązków i nie będąc zbytnio ograniczony finansowo robię to, co mi przyjdzie do głowy. Zawsze sobie mówię że moje życie to nie dokończona książka i autor w następnym rozdziale może doprowadzić do przełomu lub zwrotu o 180 stopni.

Tak więc sądzę że czas na jakieś małe podsumowanie 'półmetka' mojej działalności tutaj. To podsumowanie może również przybrać formę porównania dwóch światów. Tutejsza jazda, mimo że bardziej mozolna i wolniejsza ze względu na czas pracy i bardzo ograniczoną możliwość manipulowania go (czyli uczciwie mówiąc: nie ma za bardzo jak oszukiwać), wcale nie jest mniej męcząca niż w Ameryce. Wręcz przeciwnie: stanie 55h na parkingu może być jeszcze bardziej dręczące dla psychiki kierowcy niż dymanie ponad 1500km przez 3 dni pod rząd z sześcio-godzinnymi przerwami na sen. Jak się jedzie to przynajmniej coś się dzieje i wtedy wiadomo że zasuwamy po to żeby wrócić do domu. W Ameryce nie ma zakazów dla ruchu ciężarowego. Można sobie jechać kiedy się chce. Ogromny plus bo nie mamy tej świadomości że utkniemy gdzieś po drodze. Stojąc w Niemczech w święta wielkanocne obserwowałem główną autostradę A2 przez dwa dni zakazu. Droga przez większość czasu była pusta. Dopiero wieczorem natężenie ruchu było faktycznie spore. Według mnie nic nie uzasadniało zakazu jazdy dla ciężarówek. Szkoda gadać. Kolejna sprawa to prędkość. Europejskie 90 km/h to totalna porażka. W niektórych stanach są ograniczenia specjalnie dla ciężarówek tak jak w Kaliforni, Oregonie lub Michiganie. Zawsze mnie to irytowało bo uważam że zbyt duża różnica między prędkościami samochodów na autostradzie to jeden z wielu czynników który wpływa na wypadki. W Kaliforni ciężko jest kogoś wyprzedzić na autostradzie nie powodując hamowania aut za nami. Trucki jadą z prędkoscią 55mph, osobówki mogą jechać 70mph i w momencie kiedy wyprzedzam powolutku trucka który jedzie ciut wolniej ode mnie, wywołuję często agresywność osobówek. Nie będę Wam mówił ile wystawionych palców widziały moje oczy. A co dopiero w Europie! Samochody suną po 130km/h a w niektórych państwach dużo szybciej i co wtedy? Zmiana pasa to niezły wyczyn dla żółwia jadącego 90km/h. To aż 40 km/h różnicy. Pomyślcie sobie że jadąc 40km/h na godzinę ktoś wyskakuje Wam przed maskę. Według mnie na autostradzie powinno być tylko jedno ograniczenie dla wszystkich użytkowników.

Następny punkt to kierowcy. Tutaj są bardziej otwarci i więcej sobie pomagają. Choć zawsze znajdą się wyjątki. Z mojego doświadczenia w Europie Polak Polakowi a nawet inne nacje, pomogą. Czy to pod firmą z formalnościami związanymi z załadunkiem, lub jakąś awarią, zmianą koła, zawsze ktoś się znajdzie i pomoże. W stanach wcześniej też tak było. Teraz jest coraz większa tendencja do 'everybody for himself' czyli każdy dla siebie. Do rzadkości można zaliczyć rozmowę paru kierowców na parkingu w USA a tym mniej w Kanadzie. Tam każdy zamyka się w swojej kabinie i zajmuje się swoim własnym światem. Tutaj ludzie są bardziej otwarci i chętni do jakiejkolwiek współpracy. Tak czy siak, tu czy tam, jak coś jest nie tak to kierowca zawsze dostaje po palcach. Wszędzie wszyscy obmywają sobie ręce i pierwszym refleksem jest zdanie : to wina kierowcy.

Mógłym jeszcze dzisiaj wiele napisać ale to dopiero połowa mojego doświadczenia tutaj. Zostawię sobie zatem miejsce na inne okoliczności i fakty których może jeszcze nie miałem okazji poznać. Baa, na pewno jeszcze wiele zostaje mi do odkrycia :).

Tymczasem dzisiejszy dzień, mimo pięknej pogody zmęczył mnie. Jazda po kraju to naprawdę inna gra. Według mnie to limit jazdy na naszych drogach powinien być ograniczony do 5 godzin dziennie. Żartuję oczywiście. Moi drodzy kierowcy nie wkurzajcie się na mnie. Ale co fakt to fakt: jechać 6 godzin drogą krajową nr 15 z Gniezna do Olsztyna, gdzie co jakiś czas napotykamy na rowerzystę, traktor, pędzi wiatr, zataczającego się pijanego obywatela, dziury i koleiny, kretyńskich kierowców osobówek i ciężarówek którzy często zmuszają nas do zjeżdżania na pobocze którego nie ma żeby uniknąć czołowego zderzenia... to wykańczający sport, ciągnąc za sobą 24 ton surowca. W porównaniu z tym jazda autostradą nawet przez 10 godzin w jeden dzień to pikuś! Na szczęście wiosenna pogoda i widok naszych pięknych Polek w malowniczych miasteczkach pozwolił mi zapomnieć o tych wszystkich błahostkach :p.

Jutro rozładunek i plan jest taki żeby mnie zciągnąć z powrotem krajówką do Poznania, gdzie załaduję do Czech. Później powrót do Polski i zasłużone wolne. Należy się!


Wysłane z iPhone'a

niedziela, 24 kwietnia 2011

Czas pracy.

Zauważyłem, że część publiczności odwiedzająca tego bloga to przyszli kierowcy. Nie zapominajcie o tym, że w sposób jaki przedstawiam ten zawód jest oparty na tym jakie ja mam do niego podejście. Czyli generalnie uwielbiam to. Są momenty w których człowiek ma dość tych wszystkich małych szczegółów, które robią tak że ta praca może stać się bardzo nieznośna lub nawet tymczasowym więzieniem, ale póki co wszystkie inne sprawy, w moim przypadku, dostarczają mi dużo pozytywnych i niepowtarzalnych przeżyć. Stale podróżując poznaje obyczaje innych nacji, wczuwam się w nastrój każdego kraju i pozwala mi to bardziej poczuć rzeczywistość w jakiej żyje ludzkość. Chciałbym tak zwiedzić cały świat choć nie jestem pewny czy mi się to uda. Jadąc na parę dni wakacji raz w roku w miejsca turystyczne nie daje podobnej perspektywy.

W Europie jedną z beznadziejnych rzeczy jaką wymyślili urzędnicy to czas pracy, jazdy i odpoczynku kierowcy.

A więc wygląda to tak:

Dzień pracy.
Można przejechać 9 godzin dziennie. Dwa razy w tygodniu można wydłużyć tę czynność do dziesięciu godzin. Na jeden raz nie można prowadzić dłużej niż 4 godziny i 30 minut. Trzeba obowiązkowo zrobić przerwę 45 minut na odpoczynek po 4h30min jazdy. Tę przerwę możemy sobie podzielić na dwie części: 15 minut minimum plus 30 minut i obowiązkowo w tej kolejności. W przypadku gdy zdecydujemy się na wydłużenie czasu jazdy do dziesięciu godzin nie będziemy mieli wyjścia i będziemy musieli zrobić dwie przerwy po 45 minut.

Jedną z bardzo ważnych rzeczy jest czas pracy. Jest to 15 godzin od momentu rozpoczęcia zmiany (dnia pracy) kierowcy. Czyli zaczynając jazdę o godzinie siódmej rano, będę mógł pracować do dziesiątej wieczorem. Ujmę to inaczej : od momentu zaczęcia zmiany mamy dokładnie 15 godzin żeby wykorzystać 9 lub 10 godzin jazdy robiąc obowiązkowe przerwy. Później obowiązkowo 9 lub 11 godzin odpoczynku dobowego. Bo czasami tak bywa szczególnie w dni kiedy jest się na załadunku lub rozładunku. Spędzimy pod rampą sporo czasu i automatycznie skróci to nam czas na jazdę. Czasami nawet czas pracy skończy się jak jest się pod rampą i wtedy magazynier nie jest za bardzo zadowolony bo zablokujemu mu rampę. Odpoczynek po każdym dniu pracy to 11 godzin które 3 razy w tygodniu można skrócić do dziewięciu godzin.

Tydzień pracy.
Jechać możemy 6 dni. W jedym tygodniu możemy prowadzić maksymalnie 56 godzin co jest logiczne : 4 x 9 + 2 x 10 = 56. Jest jeszcze zasada która mówi że godzin jazdy w okresie dwóch tygodni nie może być więcej niż 90. Także jeśli w jedym tygodniu wykorzystamy 56 godzin, w drugim tygodniu zostanie nam tylko 34 godziny.

Przepisów a przepisów co? Jakby tak ktoś kto się w ogóle nie interesuje tą branżą spojrzał na to z boku z pewnością powiedziałby : trzeba nieźle główkować żeby wiedzieć kiedy jechać a kiedy nie. Ale to nie wszystko!

Odpoczynki tygodniowe.
Po maksymalnie sześciu dniach jazdy musimy zrobić pauzę tygodniową minimalnie 45 godzin. I tę pauzę można również skrócić do 24 godzin jeden raz na 2 tygodnie. Ilość godzin o które skróciliśmy mamy obowiązek oddać w ciagu 3 tygodni. W sposób jaki oddaje się godziny: muszą być oddane jednorazowo i dołączone do normalnego (nie skróconego) odpoczynku dobowego lub tygodniowego.

Przykład:
Zrobiłem skróconą pauzę tygodniową która trwała 36 godzin. Za tydzień będę musiał zrobić minimalnie 45 godzin przerwy. Teraz 45 - 36 = 9 godzin które muszę oddać w ciągu 3 następnych tygodni. Mogę je zwrócić w tygodniu dołączając je do 11 godzinnego odpoczynku dobowego lub do 45 godzinnego odpoczynku tygodniowego. Czyli jak w tygodniu wykręcę 20 godzin lub w weekend 54 godzin, godziny odpoczynku które wisiałem będą oddane. I mamy na to 3 tygodnie.

Ufffffffffffff. Można się w tym nieźle pogubić. Jeśli źle coś zinterpretowałem proszę doświadczonych kierowców o poprawki.

Także widzicie, dużo rzeczy ogranicza jazdę, do tego jeszcze zakazy ruchu ciężarowego w niedziele i różne święta i przede wszystkim inne w każdym kraju. Wychodzi z tego niezła dżungla. Zastanawiam się czemu urzędnicy zrobili tak żeby transport w Uni Europejskiej był tak mało prężny. Ma to ogromny wpływ na ceny i przede wszystkim na życie kierowcy. Bo to on jest tym ogniwem na które wszystko spada. On tym żyje codziennie.

Na zdjęciach :
Urządzenie zwane 'Punchem', które moja firma używa do wysyłania mi zleceń i szpiegowania mnie. Jest też przydatna funkcja która liczy mój czas pracy, jazdy i odpoczynku.

Zdjęcie 1. Podsumowanie tygodniowe :
1. Czas jazdy w tym tygodniu.
2. Ilość dni z jazdą na 10 godzin.
3. Czas jazdy przez ostatnie dwa tygodnie.
4. Nie wiem co oznacza to pole :D.
5. Odpoczynek tygodniowy
6. Ilość skróconych odpoczynków dobowych w tym tygodniu

Zdjęcie 2. Podsumowanie dnia.
1. Czas jazdy.
2. Czas pracy inny niż jazda.
3. Czas w trybie czuwania (używany w podwójnej obsadzie gdy jeden kierowca siedzi a drugi prowadzi)
4. Suma jazdy z pracą.
5. Ilość czasu który upłynął od początku zmiany ( czas pracy makymalnie 15 godzin).

Zdjęcie 3. Stoję już 21 godzin!

czwartek, 21 kwietnia 2011

Powrót do kraju w wolnym tempie.

A miało być tak pięknie.

Hiszpania, ciut przed Madrytem, malownicze miasteczko Torija. Typowy owoc naszej współczesnej gospodarki. Historia pomieszana z nowoczesnością. Mury tego miasta zapewne wiele widziały, budynki w centrum miasta na pewno liczą parę setek lat. Zauważyłem to jak zjeżdżałem z autostrady. Ciut dalej, na szczeście, po drugiej stronie: strefa przemysłowa. Wyglądają one wszędzie tak samo. Magazyny, znane szyldy firm logistycznych takich jak DHL, UPS itd itp oraz magazyny innych korporacji, którym przez swoją wielkość bardziej opłaca się prowadzić swoją własną sieć dystrybucyjną. Większość miasteczek przy autostradach i w okolicach dużych skupisk ludzi, takich jak Madryt, wyglądają podobnie. To wszystko żeby zapewnić stałą sięć zaopatrzenia dla nieświadomych konsumentów. Ta rzeka nigdy nie może przestać płynąć. Według mnie w tej nowoczesności jest coś co szpeci i przyszkadza. Za każdym razem mam to samo uczucie gdy jadąc przez pustkowia zbliżam się do osad ludzkich. Jest coś nienaturalnego w tych budowlach które nie są kompatybilne i wcale nie pasują do krajobrazu. Te stare budowle o wiele lepiej zlewają się w całość widoku. No ale cóż, człowiek wymyślił sobie nową religię : dobrobytu i postępowości a o formę coraz mniej ludzi dba. Choć nie powiem, czasami jak wjadę w ogromną strefę przemysłową też jestem zafascynowany potęgą tego co człowiek potrafi zrobić. Słowem mówiąc : błąkam się w moich myślach. Jak zwykle!

Wczoraj od samego rana zastanawiałem się gdzie dalej wyślą mnie i mojego Dafa. Scenariuszy nie brakowało. Jeszcze we wtorek była mowa o Francji, rano zmieniło się na Belgię, około jedenastej spedycja pracowała nad ładunkiem do Włoch a jak już stałem pod rampą i zciągali z plandeki towar ożywiła mnie wiadomość o wyprawie do UK. Na bieżąco, za każdym razem układałem sobie w głowie scenariusz. Inaczej nie potrafię. To ta moja niebieska strona. Wszystko planuję, układam , analizuję a jak już przyjdzie co do czego REALIZUJĘ. Tak więc gdy usłyszałem słowa Francja i Belgia: luz tam mniej więcej wiem co i jak. Wiem gdzie stanąć, znam czas przejazdu między miastami: łatwizna. Włochy wywołały ciut więcej niepokoju ( tego dobrego); wszakże byłem tam samochodem ciężarowym tylko 2 razy więc nie wszystko mam jeszcze obcykane. Natomiast Wielka Brytania włączyła u mnie tryb szybkiego myślenia. Tam jeszcze nigdy nie prowadziłem pojazdu, czyli byłoby to coś całkiem nowego. Do tego popłynąć sobie promem, oj tak! Od czasów Nowej Funlandii jeszcze tej radości nie doznałem. Ogarnęła mnie podobna forma podniecenia oraz lęku jaki miałem gdy pierwszy raz ruszałem w trasę jako świeżo upieczony kierowca. To właśnie najbardziej mnie stymuluje. Wtedy zapominam o wszystkich moich utrapieniach. Chęć przygody ale również dawka nieznanego i zdrowego strachu. Wiadomo że jak zaczynałem wszystko było trudniejsze bo nie czułem się dobrze za kierownicą. Teraz ten problem mam z głowy. Chociaż? Jechać lewą stroną zestawem ? Tego jeszcze nie doświadczyłem więc tym bardziej tego bym chciał! Zawsze sobie mówię żeby sobie dodać otuchy : jeśli inni kierowcy tam pojechali i dali radę nie widzę dlaczego ja miałbym sobie nie dać rady.

I tyle z tego wyszło. Okazało się że wyżej wymienione części Europy nie wypaliły, bo dostałem zupełnie nieoczekiwanie ładunek do kraju. Dziwny ze mnie kierowca nie? Do kraju i się nie cieszy? Nie no, cieszę sie, cieszę! Tylko że moje myśli oddaliły się dość daleko w innym kierunku. Więc powrót do kraju będzie łatwy. Zero wysiłku, jedyne co to będę blokowany przez beznadziejne zakazy. Ładuję w piątek rano i mógłbym już w niedzielę być w ojczyźnie ale cóż. Przepisy przepisami więc przekroczę granicę dopiero w środę rano. DRAMAT.

Wczoraj ze względu na zakazy jakie obowiązywały w okolicach Madrytu nie mogłem jechać tą samą drogą z powrotem na północ autostardą, tylko musiałem przebijać się lokalnymi drogami. I bardzo dobrze! Już nigdy do Madrytu nie pojadę autostardą! Raz że więcej górek a dwa że odkryłem piękną część Hiszpani. Oto parę zdjęć.

A i dla zainteresowanych ze względu na to że mam dostęp do WIFI dorzuciłem parę zdjęć z Paryża do posta pod tytułem "Paryż za jedyne 10.30E"

 A2- na północ od Madrytu

 A2 - dalej na północ

 N111 w drodze do Almazan

 Dziś rano N121A w drodze na Irun