sobota, 9 kwietnia 2011

Moje początki jako trucker w Kanadzie.

Wczoraj zrobiłem krótką wizytę w Miratransie, byłem odebrać DAFA z serwisu, wstąpiłem również na myjnię i teraz spokojnie mogę ruszać w świat czystym składem. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu pani spedytor wręczyła mi 3 kartki. Był to list od widza z mojego bloga. Trochę mnie to zdziwło bo jest to według mnie bardzo nietypowa forma kontaktu ze mną. Nie chciałbym również żeby Miratrans było niepokojone z mojego powodu. Do tego na tym blogu z boku jest okienko które pozwala Wam wysyłać do mnie maile. Nie obiecuję że na wszystkie odpowiem ale będę się starał w miarę możliwości.

Nie mniej jednak owy list dał mi wspaniały pomysł na wpis do bloga. Poruszał on temat początków jazdy na samochodach ciężarowych; że na początku nie jest łatwo i to że jak ja teraz tak opisuję rzeczywistość wszystkim wydaje się że to piękne i łatwe. Wcale nie jest łatwe ale nie aż tak straszne. Trzeba mieć głowę na karku i dużo odwagi a reszta przyjdzie naturalnie.

A więc moje początki na truckach.

Zanim zacząłem jeździć, prawo jazdy na trucki miałem już od ponad roku. W teori na papierze miałem już rok doświadczenia ale w praktyce zero. Postanowiłem więc pojechać w trasę z kolegą Polakiem który zrobił prawo jazdy mniej więcej w tym samym czasie co ja. Jemu już się udało złapać jakąś pracę, oczywiście skłamał że ma doświadczenie ale firma w której jeździł jak to sam on mówił była oparta na kłamstwie. Bo faktycznie tam było przebojowo. Nigdy nie zapomne tego pierwszego wyjazdu. Można powiedzieć że obydwoje byliśmy zieloni bo Allan pracował zaledwie od dwóch miesięcy. Czyli nowicjusz uczył nowego nowicjusza! I co lepsze na początek jak kurs z Montrealu do Chicago. Chicago jest słynne z niskich mostów więc trochę się cykaliśmy. W tym wyjeździe miałem okazję doznać chyba wszystkich trudności jakie doświadcza kierowca. I nie chodzi mi tutaj o jazdę. Na granicy staliśmy chyba z 10 godzin, bo jakiś ładunek nie chciał przejść u celników, gigantyczne korki w Chicago, ciężki wjazd pod firmę oraz zła decyzja nawigacyjna i kluczenie po ulicach po których nie powinno się jeździć truckiem. Zaczęliśmy naprawdę wątpić kiedy gałęzie z drzew zaczęly szurać o kabinę i naczepę a jeszcze bardziej gdy przejechaliśmy ulicą pełną kafejek i tarasów. Ludzie w pewnym momencie zaczęli na nas wskazywać palcami : co oni tutaj robią ! W owych czasach nawigacje samochodowe jeszcze nie istniały, mieliśmy tylko adres i numer telefonu. Zawsze się dzwoniło i pytało o dajazd, ale wskazówki klienta nie zawsze okazywały się trafnymi. Wszakże nie każdy zdaje sobie świadomość że truck to nie samochód osobowy. Z tego pierwszego wyjazdu do domu wróciłem autobusem, bo zostawili nas na week end w Chicago a ja musiałem w poniedziałek iść do pracy.





Mój nauczyciel i guru - Allan.







Pierwszy truck Allana no i mój też pod barwami Goelandu, firmy opartej na kłamstwie która już nie istnieje.





Początki jeśli chodzi o jazdę. Wiedziałem że nie ma co zaczynać hardcorowo więc postarałem się o to żeby zacząć jeździć pod koniec lata. Też skłamałem że miałem doświadczenie, ale facet który mnie przyjmował podczas jazdy próbnej stwierdził że jeżdżę dobrze i od razu spytał się kiedy chcę zaczynać. W Kanadzie żadna firma nie przyjmuje kierowcy bez wstępnej jazdy próbnej. Także mając doświadczenie z jednego wyjazdu z moim świeżo upieczonym nauczycielem, ruszyłem samodzielnie z dwudziestoma tonami papieru na pace. Byłem nieźle wystraszony, ale jak później się o tym przekonałem droga do Ohio jest bardzo łatwa. Mój największy stres na początku to było cofanie oraz znalezienie miejsca na nocleg. Dlatego stawałem dość wcześnie, około piątej po południu żeby parkingi na truck stopach nie były pełne i żebym miał pole do manewrowania.

Oczywiście juz po trzech tygodniach zaliczyłem pierwszą stłuczkę ale jak to często bywa przez moją własną głupotę. Spuściłem hamulce, przypomniałem sobie że muszę iść na chwilę do kabiny z tyłu i truck stojąc na malutkim wzniesieniu potoczył się powoli do przodu i uderzył w murek. Sądziłem że moja kariera jako kierowca jest już skończona ale kanadyjski trucker który za pomocą łańcucha pomógł mi odgiąć błotnik który zawadzał koło zaśmiał sie i krzyknął : Don't worry : THEY NEED YOU ! ( Nie martw się, oni Ciebie potrzebują!) Z każdym tygodniem nabierałem coraz więcej doświadczenia i jazda zaczynała być coraz mniejszym stresem. Teraz bardziej martwiłem się o to że jadę w nieznane i czy oni znajdą mi ładunek żebym szybko wrócił do domu. Z tym też nie było problemu. W transporcie od razu dawali mi wycisk i jak poczuli że jestem w stanie siedzieć nieskończoną ilość godzin za kólkiem, uwierzcie mi, pracy nie brakowało.



No i przyszła pierwsza zima i pierwszy śnieg. Tego bałem się najbardziej. Na początku nie śmiałem nawet nikogo na autostradzie wyprzedzać, nie chciałem zjężdżać z czarnego mokrego pasa na biały ośnieżony. Jechałem równiótkim tempem, utrzymując ogromny dystans od pojazdu przede mną, każde hamowanie było delikatne i za każdym razem nerwowo patrzyłem w lusterka czy naczepa nie zaczyna uciekać mi w bok. Pierwszą zimę jakoś przeżyłem. Druga była już łatwiejsza a teraz ciągnę ogromną przyjemność z tego jak pada śnieg a jak sobie sunę jak niezatrzymywalny pocisk wyprzedzając wystraszone osobówki. Samochód ciężarowy jak jest ciężko załadowany bardzo ładnie trzyma sie drogi tylko trzeba pamiętać o tym że gwałtowne hamowanie równa się z rowem.

Tak, tak. To były początki. Sądzę że jeśli chodzi o jazdę to nabycie wszystkich umiejętności trwa około 6 miesięcy.

Tyle wspomnień na dziś! Dostałem odzew z dragonfly.tv, odesłałem im wypełniony formularz w którym chcieli dowiedzieć się więcej na mój temat i teraz mam czekać na odpowiedź. Zobaczymy czy mnie wybiorą.
 Jutro rano ogień o 6 rano i ruszam w trasę!

środa, 6 kwietnia 2011

W drodze do stutysięcznego wejścia.

Nie sądziłem że ten blog odniesie taki sukces. Dla mnie taka liczba widzów jest sukcesem. Nie myślałem że tym co mam do przedstawienia zainteresuję aż tak dużą liczbę osób. Owszem, wiem że dużo użytkowników wchodzi tutaj parę razy dziennie, co przyśpiesza licznik ale mimo wszystko cieszę się a jednocześnie jestem zaskoczony że w jakiś sposób zwracam Waszą uwagę na życie jakie prowadzę. Mam w tym swój skromny cel. Chcę przyczynić się do tego żeby ogólna percepcja tego zawodu w naszym kraju się zmieniła.

Obecnie korzystam z wolnego czasu w domu który już się kończy. Pozwoliło mi to odetchnąć, oderwać się od trybu pracy i zapomnieć o CMRkach, o czasie pracy i o ruchu drogowym. Lubię pracować, ale lubię również odpoczywać. Choć po 6 dniach coś zaczyna mi kiełkować. Hmmmmmmm, co teraz się dzieje na autostradzie w okolicach Paryża? Albo w fabryce gdzie nie aż tak dawno ładowałem towar? To wszystko jest zarejestrowane w mojej pamięci i zaczyna konkretnie wywoływać we mnie uczucie braku. Braku drogi, braku styku z miejscami w których już byłem. Już niedługo będę musiał chyba ruszyć w świat i znów stać sie nomadem. Ruszę jak tylko Daf wyjedzie z serwisu. Teraz podobno wymieniają katalizator. Zobaczymy czy to coś pomoże na niebieski dymek. Chyba będzie tak że pomału wymienią w nim wszystko i będzie nówka.

W wolnym czasie starałem się myśleć o Was i skleciłem dwa filmiki które możecie obejrzeć na YT. Powiem szczerze że mimo że mam jeszcze parę pomysłów na dalsze produkcje to powoli zaczyna mi brakować natchnienia co mam dalej kręcić. Moim dużym lękiem to stać się monotonnym i nudnym. Dlatego proszę Was o pomysły i sugestie. Będę zapisywał te które uznam za interesujące i w ten sposób dam Wam okazję na to żeby uczestniczyć w tym blogu.

piątek, 1 kwietnia 2011

California Dream.

Parę dni w domu i znów czas na dawkę wspomnień. Już ochłonąłem po ostatnim 3 tygodniowym wyjeździe w Europę. Tym razem przedstawię Wam magiczne miejsce którym jest Kalifornia.

Wiąże mnie z tym stanem wiele wspomnień, uczuć, myśli i marzeń. W sumie tylko jedno marzenie które ciągle tkwi mi w głowie. Pierwszy raz znazłem się tam w roku 1998 podczas pierwszych wakacji osobówką. Nie zdążyłem całkowicie na początku załapać całego ogromu tego miejsca; w mojej podświadomości tylko zakiełkowała odrobina ciekawości.

Jazda truckiem do Kaliforni dla kierowcy z doświadczeniem jest banałem. Jadąc tam pierwszy raz ciężarówką trochę się cykałem ale przygoda bez trwogi to nie przygoda. Jest parę reguł związanych z odległością osiek naczepy w stosunku do ciągnika ale nie będę tego tłumaczył bo Was zanudzę :).

Przejdzmy do konkretów. To ogromny stan. Są w nim wszystkie siły natury. Pustynia, wysokie góry, zimny ocean i ogromne przestrzenie. Drugi raz w życiu gdy przekroczyłem granicę tego stanu miałem okazję to zrobić oczywiście z moją najlepszą firmą : Leger. Wjechałem od północy. Już z daleka widziałem potężną górę która patrzy i czuwa nad tym co się dzieje dookoła granic Kalifornii. Mt-Shasta, piękna góra. Jednym z moich planów na przyszłość jest zdobyć jej szczyt.




I tak jadąc od północy myślałem sobie że jak tylko wjadę do Kaliforni będę już w ciepłych klimatach a tutaj ni chu chu :) Ciepła część Kaliforni znajduje się w centrum tego stanu ale nie aż tak ciepła :). Najpierw trzeba przejechać przez wysoką część Kaliforni. Zresztą taka cała ona jest. Otoczona z każdej strony żywiołem a w środku jest niepowtarzalny klimat.

 Od północy góry, od wschodu Nevada : sucha i gorąca pustynia a z drugiej strony zimny ocean. Ten stan jest spichlerzem północnej Ameryki. Plony zbierają tam 3 razy w roku. Głównie owoce i warzywa. Dlatego jeżeli jeździ się na Kalifornię to przeważnie na chłodni. Owoce rosną w centralnej części tego stanu. San Joaquin valley. Gdyby nie sztuczne nawadnianie pól, to miejsce byłoby pustynią. Cała dolina jest zasilana systemem kanałów wodnych czerpiących wodę z otaczających ją gór. Z jedenj storny Sierra Nevada mountains a z drugiej strony pasmo gór chroniące przed zimnym Pacyfikiem.



To jest zjazd z północy Kalifornii w kierunku San Joaquin valley : 

A tu przebijam się przez pasemko gór w stronę Pacyfiku. Góry nabierają kolorów jak tylko popada deszcz.
Te same góry wygładają inaczej gdy są suche i żółte lub zielone napełnione wodą i życiem.




I w końcu Pacyfik...










Mógłbym pisać dużo więcej na temat tego stanu lecz zatrzymam się narazie w tym miejscu :). Chcę żeby został tajemniczy i czarujący. Sądzę że i tak nie dałbym rady opisać wszystkiego w jednym wpisie. Pokazałem Wam zaledwie cząstkę tamtejszych klimatów. Jest wiele Kalifornii : tej od marzeń, metropolii, sławy, wyzysku itd itp. Podrózując mam okazję obserwować wiele rzeczy :)